Warszawski ratusz przygotował raport dotyczący polityki mieszkaniowej. Wynika z niego iż w ciągu ostatniego roku znacząco zmniejszyła się kolejka oczekujących na mieszkania komunalne. Obecnie jest to tylko około 800 rodzin. Skąd taki sukces? Odpowiedź jest prosta – wynika z kreatywnej polityki mieszkaniowej dzięki której poprawiono statystyki bez zwiększania zasobu mieszkań komunalnych.
Pierwszym przejawem kreatywności ratusza są maksyma dochodowe uprawniające do starania się o mieszkanie komunalne. Ustalono je na tak niskim poziomie, że większość osób po prostu wypadła z kolejki. Aby starać się o mieszkanie średni miesięczny dochód, na jednego członka gospodarstwa domowego w okresie 6 miesięcy poprzedzających datę złożenia wniosku o najem lokalu, nie może przekraczać 160% kwoty najniższej emerytury w gospodarstwie wieloosobowym i 220% tej kwoty w gospodarstwie jednoosobowym lub w gospodarstwie osoby samotnie wychowującej dziecko. Oznacza to, że nawet bardzo mało zarabiający bardzo często tracą możliwość ubiegania się o mieszkanie. Paradoksalnie osoba spełniająca warunki finansowe może jednocześnie mieć problem z utrzymaniem lokum, ponieważ za ustaleniem rygorystycznych kryteriów finansowych poszła zasada, że miasto musi systematycznie podnosić czynsze w zasobie komunalnym. Istotny staje się więc dla lokatorów dylemat – płacić za jedzenie czy mieszkanie.
Drugim przejawem kreatywności jest wprowadzenie do procedur starania się o mieszkanie wymogu aby osoba, która stara się o lokal komunalny zamieszkiwała w dotychczasowym lokalu „za zgodą właściciela”. Oznacza to wykluczenie wszystkich, którzy stracili tytuł prawny w wyniku wypowiedzenia umowy najmu, lub lokatorów, których legalność umowy kwestionuje kamienicznik. Dodatkowo wykluczono ze starania się o mieszkanie komunalne osoby zamieszkujące na przykład w pustostanach. Teoretycznie mogą one postarać się o uzyskanie statusu bezdomnych, jednak nie jest to wcale takie proste. Najpierw należy bowiem zamieszkać w noclegowni. Oznacza to iż ratusz przyjmuje zasadę, że aby pomóc potrzebującemu należy go wcześniej doprowadzić do jeszcze większego upodlenia.
Innym wyrazem kreatywnego dbania o to aby kolejka oczekujących na mieszkania komunalne była krótka jest warunek „pozostawania w trudnych warunkach mieszkaniowych”. Dzięki staraniom organizacji lokatorskich wyłączono z niego lokatorów zreprywatyzowanych budynków, jednak wszyscy pozostali muszą go spełniać. Trudne warunki mieszkaniowe ratusz zdefiniował bardzo rygorystycznie – jest to sytuacja, w której na osobę w gospodarstwie domowym przypada mniej niż 6 metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej. Oznacza to de facto eliminację z kolejki na przykład osób samotnych, ponieważ trudno o mieszkania mniejsze niż 6 metrów kwadratowych. Nawet jeśli rodziny mają bardzo trudną sytuację bytową, a nieco większą powierzchnię zajmowanego lokalu, odmawia się im przyjęcia do kolejki oczekujących na lokale.
Inną kwestię stanowi weryfikowanie listy osób oczekujących. Organizacje lokatorskie spotykały się z sytuacjami, w których dzielnice robiły bardzo wiele aby jak najwięcej osób z list usunąć. Szukano na przykład jako pretekstów informacji o tymczasowym zamieszkaniu starających się o mieszkanie u znajomych. W jednym przypadku, którym zajmuje się obecnie WSL, w gminie Białołęka, skreślono z listy człowieka, który podał adres do korespondencji i oświadczył, że czasowo przebywa w mieszkaniu kolegi, któremu pomaga przy remoncie. Ponieważ mieszkanie, jak wynikało z danych dzielnicy, przekraczało metraż 6m2 na osobę jego tymczasowego lokatora skazano na dalszą tułaczkę.
Powstaje pytanie co jeszcze wymyśli warszawski ratusz, aby udowodnić, że w mieście nie ma problemu z dostępnością lokali. Być może stworzy takie warunki starania się o lokum aby nikt nie miał ich spełnić? Co wtedy? Pojawią się głosy iż zasób komunalny jest zbędny, bo po co nam on, skoro wszyscy mają swoje m. Jeśli fakty temu przeczą tym gorzej dla faktów.
Piotr Ciszewski