W ostatnich miesiącach jednym z „gorętszych” tematów w Warszawie jest kwestia squattingu – czyli samowolnego zajmowania przez mieszkańców pustostanów w celu zamieszkania ich i prowadzenia na ich terenie działalności społecznej. Wszystko zaczęło się 16 marca, kiedy prywatna agencja ochrony „Skrzecz” przy wsparciu policji usiłowała dokonać eksmisji squattu „Elba” (położonego na Żoliborzu przy ul. Elblaskiej 9/11). Tydzień później przez centrum stolicy przeszła dwutysięczna demonstracja w obronie squatu i przeciwko polityce władz miasta. Dzień po demonstracji, oficjalnie otwarto w Warszawie kolejne zaskłotowane centrum społeczno-kulturalne „Przychodnia” (ul. Skorupki 6A w ścisłym centrum miasta). Już w poniedziałek 26 marca – dzień po otwarciu squatu, próbę eksmisji podjęły władze dzielnicy Śródmieście, wzywając policję w celu usunięcia mieszkańców. Blokada eksmisji „Przychodni” zakończyła się negocjacjami z władzami miasta, który trwają do dziś i dotyczą nie tylko dalszych losów „Elby” i „Przychodni”, ale całej stołecznej polityki mieszkaniowej. Ponieważ WSL wraz z innymi organizacjami brał udział w akcjach w obronie obu squatów, poniżej prezentujemy krótkie omówienie najważniejszych wydarzeń z okresu 16 marca – 6 maja wraz z komentarzem.
Medialna wrzawa wokół warszawskich squatów zaczęła się 16 marca, kiedy to doszło do próby eksmisji squatu „Elba”. Pustostan przy ul. Elbląskiej 9/11 był od kilkunastu lat zamieszkany przez grupę młodych osób wykorzystujących go na cele mieszkalne i kulturalne (przede wszystkim koncerty i imprezy sportowe). Dzierżawca terenu i budynków – filia międzynarodowej korporacji Stora Enso w 2010 r. zaakceptowała istnienie squatu. Pomimo obietnic, ok. godz. 11:00 w piątek 16 marca na teren squatu wtargnęli ochroniarze firmy „Skrzek”, którzy rozpoczęli brutalną i bezprawną eksmisję. Dzięki szybkiej mobilizacji w okolicach squattu zebrało się ok. 100 osób, które rozpoczęły blokadę eksmisji. Ochroniarze, wspierani przez policję i straż pożarną przez cały dzień próbowali usunąć rzeczy mieszkańców oraz zmusić ich do opuszczenia budynku, starali się także rozbić solidarnościową pikietę, którą zorganizowano spontanicznie na ulicy. Przepychanki trwały do godz. 19:00 i były relacjonowane na żywo przez większość stołecznych mediów, przyciąg
[Szczegółowa relacja z eksmisji z portalu Indymedia I]
[Szczegółowa relacja z eksmisji z portalu Indymedia II]
Równo tydzień po próbie eksmisji, środowiska squaterskie zwołały w Warszawie demonstrację w obronie „Elby”, która odbyła się w piątek 23 marca. W akcji wzięło udział ok. 2 tys. osób reprezentujących warszawskie środowiska squatterskie, organizacje lokatorskie oraz wiele nieformalnych grup i kolektywów wspierających squatting i kulturę niezależną. Hasłem przewodnim demonstracji było „Elba zostaje”, ale podnoszono podczas niej wiele innych problemów związanych z kwestią mieszkaniową – m.in.: brak dostępnych, tanich mieszkań na wynajem, przemoc kamieniczników wobec lokatorów, kierowanie się przez władze miasta jedynie interesem banków, deweloperów i korporacji, ze szkodą dla potrzeb i interesów „zwykłych mieszkańców”… Demonstracja przeszła od Placu Bankowego do Placu Konstytucji a na zakończenie odbył się krótki koncert.
[Relacja portalu Indymedia]
Zdjęcia z demonstracji: [1] [2] [3]
Dwa dni po demonstracji w obronie „Elby” otwarto w Warszawie nowy squat – tym razem w samym centrum miasta na ul. Skorupki 6A, w budynku dawnej przychodni, który niebawem zostanie przekazany w ramach reprywatyzacji prywatnemu właścicielowi. Otwarciu towarzyszył darmowy obiad oraz projekcja filmów o tematyce miejskiej. W poniedziałek 26 marca na terenie nowego squatu pojawił się patrol policji, który na wniosek Zarządu Gospodarowania Nieruchomościami dzielnicy Warszawa-Śródmieście usiłował wyrzucić mieszkańców i opróżnić budynek. Wywiązała się kolejna walka o utrzymanie squattu pomiędzy mieszkańcami budynku i wspierającymi ich sympatykami a policją i władzami dzielnicy. Squattersi zapowiedzieli, że nie opuszczą terenu „Przychodni” do czasu rozpoczęcia dialogu o miejskiej polityce mieszkaniowej. Tym razem blokada eksmisji trwała mniej więcej do godz. 16:00, kiedy to władze miasta zapowiedziały podjęcie rozmów o dalszych losach „Przychodni” oraz rozpoczęcie dialogu nt. sytuacji mieszkaniowej w stolicy.
[Przeczytaj oświadczenie kolektywu „Przychodnia” po wydarzeniach 26 marca 2012 r.]
Zapowiedziane rozmowy rozpoczęły się we wtorek 27 marca i trwają do dnia dzisiejszego. Z perspektywy organizacji lokatorskich, jest to jeden z ważniejszych efektów walk squatterskich w Warszawie – dzięki determinacji osób zaangażowanych w kolektywy „Przychodnia” i „Elba” oraz wsparciu udzielonemu przez squattersów z „Syreny”, władze miasta zostały zmuszone do rozmów nie tylko o dalszych losach konkretnych squatów, ale do gruntownego przedyskutowania całej polityki miejskiej w sferze mieszkaniowej. Przy tej okazji powrócił postulat zorganizowania „Lokatorskiego Okrągłego Stołu” – czyli stałej komisji złożonej z przedstawicieli władz miasta i organizacji społecznych działających w sferze mieszkalnictwa, której celem jest uwzględnienie w stołecznej polityce mieszkaniowej postulatów mieszkańców. Do tej pory strona społeczna (lokatorzy i squattersi) przedstawiła swoja propozycję prawnego uregulowania „Okragłego Stołu” w formie projektu zarządzenia Prezydent Miasta.
[Przeczytaj relację ze spotkania z władzami, które odbyło się 27 marca]
[Przeczytaj relację ze spotkania z władzami, które odbyło się 16 kwietnia]
[Przeczytaj relację ze spotkania z władzami, które odbyło się 19 kwietnia]
Komentarz:Squatting jest połączeniem walki o prawo do dachu nad głową z chęcią samodzielnej, niezależnej od państwa i prywatnych sponsorów działalności społeczno-kulturalnej. Widać więc na pierwszy rzut oka, że kwestia problemów mieszkaniowych jest ściśle powiązana ze squattingiem, a ruch lokatorski i squatterski maja wspólne interesy i wspólnych przeciwników – władze miasta i prywatnych właścicieli. Skąd bierze się squatting? Z braku tanich mieszkań na wynajem, z narzucania mieszkańcom przez władze i firmy prywatne kredytu hipotecznego jako jedynej formy zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych, z postępującej komercjalizacji przestrzeni publicznej (ekspansji banków, biur i przedstawicielstw handlowych na kolejne ulicy miasta połączonej z podwyżkami czynszów i spychaniem biedoty na obrzeża miasta) i wielu innych czynników, które sprawiają, że obecne miasta coraz bardziej przypominają firmy działające w interesie nielicznej bogatej mniejszości, ze szkodą dla większości mieszkańców. Z dokładnie tych samych powodów od kilku lat rozwija się w Polsce ruch lokatorski. Jedyna różnica pomiędzy tymi dwoma zjawiskami jest taka, że squattersi to najczęściej ludzie młodzi, zainteresowani kulturą alternatywą i poszukujący „swojej drogi” – innej od wszechobecnego wyścigu szczurów. Organizacje lokatorskie zrzeszają natomiast zazwyczaj osoby starsze, często w wieku emerytalnym, które na własnej skórze odczuły bezwzględność prywatnych właścicieli i bezduszność urzędników miejskich. Te różnice zacierają się jednak obecnie bardzo szybko – i squattersi i działacze i działaczki lokatorscy walczą z eksmisjami i domagają się innej polityki mieszkaniowej. Łączy nas nie tylko interes, ale także doświadczenie wspólnych protestów, walk, blokad eksmisji. Być może jest to początek szerszego ruchu, który przekształci „miasta-firmy” w „miasta dla ludzi”.
JGR