Obywatelka i lokatorka wyklęta

Jola Brzeska walczyła do końca, walczyła nie tylko o siebie, ale także o innych lokatorów ze zreprywatyzowanych stołecznych kamienic. Jest film z dnia 22 stycznia 2009 roku na YouTube, gdzie właściciel sklepu „Bazarnik” znajdujący się w budynku numer 66, ulica Nowy Świat, przejmując kamienicę, chciał dokonać eksmisji czteroosobowej rodziny do hotelu robotniczego, jako miejsca ich tymczasowego pobytu, chociaż prawo zakazuje wykonywania tej czynności od 1.11 do 31.3. Wśród osób blokujących eksmisję była Jola Brzeska. To z tego wydarzenia pochodzi jej znane zdjęcie, gdzie stoi na balkonie w czarnym płaszczu. Eksmisja się nie udała. Wówczas Jola Brzeska już od trzech prawie lat walczyła z właścicielem kamienicy, w której mieszkała wraz z mężem Kazimierzem Brzeskim. Kamienica przy Nabielaka 9, jest jedną z wielu warszawskich kamienic, które były elementem dzikiej reprywatyzacji w stolicy. W ubiegłym roku elewacja budynku została odnowiona, samą kamienicę nie zamieszkują już starzy lokatorzy, sąsiedzi Brzeskich. Zostali zmuszeni do wyprowadzenia się z niej.

Ta niesprawiedliwość, jaka ich spotkała, jest symbolem tragedii powojennej stolicy. Ojciec Jolanty Brzeskiej, Franciszek Krulikowski odbudowywał tą kamienicę, która po wojnie była jedynie wypaloną skorupą. Zamieszkał tam po odbudowie wraz żoną i córkami. Takie osoby, jak pan Franciszek, które odbudowywały miasto z gruzów, zostały kompletnie zapomniane. Ich trud, ich wysiłek zostaje zniweczony, kiedy ich dzieci oraz wnuki są wyrzucane z własnych mieszkań przez tzw. spadkobierców, ludzi najczęściej niemających nic wspólnego z przedwojennymi właścicielami budynków. Tak było w przypadku kamienicy przy Nabielaka 9. Pojawienie się w domu państwa Brzeskich nowego właściciela, opisuje przyjaciółka Joli: Po 60 latach mieszkania w tym samym domu w pewne sobotnie popołudnie 2006 r., podczas rodzinnego obiadu, do mieszkania państwa Brzeskich wtargnął tłum obcych ludzi. Radośnie oświadczyli, że właśnie odzyskali nieruchomość. Brzescy kończyli jeść zupę. Gościnna zazwyczaj Jola nie podzieliła się z nimi miską strawy. Nie zaproponowała nawet herbaty. Jakby przeczuwała kłopoty. Oszołomiona patrzyła, jak obcy myszkują po jej kątach i bawią się we wspominki z dzieciństwa. Nikt z nich nie zbliżał się jeszcze do emerytury, więc nie mogli mieć wspomnień z tego mieszkania. Tylko jeden, brzuchaty, nic nie wspominał. Rozparty w fotelu w salonie wgapiał się łakomie w talerze z zupą“.

I się zaczeła Joli i Kazimierza Brzeskich gehenna z dwoma panami M. W ciągu następnego roku poznali metody ich działania, których celem było zastraszenie i wykurzenie z Nabielaka wszystkich lokatorów komunalnych. Następne lata batalii, Jola Brzeska musiała spędzać w sądach, na procesach wytaczanych jej przez właściciela. Dnia 14 grudnia 2007 roku umarł Kazimierz Brzeski. W tym samym roku powstał WSL – Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów. Jola nie była już sama w walce z ratuszem oraz urzędnikami miejskimi oraz kamienicznikiem, który nie przestawał jej dręczyć.

„Dorota Chróścikowska, zarządca budynku częściowo przejętego przez Mossakowskiego, wiedząc, że przez trzy lata nie odprowadził on ani jednej złotówki z czynszów pobieranych od lokatorów za wodę czy wywóz śmieci, podjęła ryzyko popełnienia przestępstwa. Wydrukowała rozliczenie mediów w mieszkaniu Brzeskich za 2006 r. i wręczyła je Joli. Rzeczywista kwota wynosiła 1445,11 zł“ – opisuje Ewa Andruszkiewicz.

Jola Brzeska była nie tylko działaczką lokatorską, była obywatelką Polski, a urzędy oraz policja reprezentująca majestat państwa, powinny były ją chronić przed nielegalnymi działaniami kamienicznika. Nikt jej nie chronił, wręcz przeciwnie działano przeciwko niej, biernością, zaniechaniem działań względem właściciela kamienicy. Jola była obywatelką oraz lokatorką wyklętą. Urzędnicy miejscy oraz sama pani prezydent Warszawy, bagatelizowali rozmiary reprywatyzacji w miescie. Radni nie byli zadowoleni, gdy podczas sesji zjawiali się działacze KOL oraz WSL i psuli im dobre samopoczucie. Sprawa reprywatyzacji była spychana na dalszy plan i zamiatana pod dywan. Proceder kwitł w najlepsze. Jola Brzeska była tuż przed swoją tragiczną śmiercią prawdopodobnie o krok od rozpracowania mafii, którza przejmuje nieruchomości hurtowo. Być może to sprawiło, że Joli Brzeskiej już nie ma. Za dużo wiedziała, mogła pokrzyżować swoją wiedzą intratny interes, robiony na ludzkiej krzywdzie.

„Nie było tygodnia, żeby do Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, którego Jolanta Brzeska była współzałożycielką i aktywną działaczką, nie napływały kolejne dramaty, cała lawina nieszczęść. Eksmisja na bruk Anki z trójką dzieci w środku zimy. Samobójstwo lokatora na Wspólnej, który nie wytrzymał presji firmy deweloperskiej i z rozpaczy, że nie zapewnił rodzinie dachu nad głową powiesił się. Zawał serca emerytowanego mistrza jeździeckiego trzy miesiące po tym, jak nowy właściciel wyrzucił go z mieszkania do piwnicy. Serce nie wytrzymało upodlenia.

A dla kontrastu właściciel mieszkania Brzeskiej, rozparty na skórzanej tapicerce luksusowego bmw, wożony przez osobistego kierowcę, właściciel 60. odzyskanych nieruchomości, z których żadna nigdy nie należała do jego przodków. Jemu miasto przydzieliło komunalne mieszkanie na Krakowskim Przedmieściu z widokiem na Zamek Królewski. Dla niej, dla mistrza jeździectwa i tego biedaka ze Wspólnej nie mieli nawet psiej budy“.

Ewa Andruszkiewicz o Joli oraz WSL-u.

Państwo traktowało nie tylko Jolę, jak przedmiot, a nie podmiot, ale wszystkich, którzy do WSL-u o pomoc się zgłaszali. WSL nie powstałby, gdyby nie to upodlenie ludzi z objętych reprywatyzacją kamienic ze strony ich nowych właścicieli przy bezradności urzędników oraz policji. To nie byli partnerzy do rozmów o czymkolwiek dla urzędników Miasta Stołecznego Warszawy. Po cóż funkcjonariusze policji mieli stawać w ich obronie, gdy będą potrzebni bardziej podczas kolejnej nielegalnej eksmisji? Po 1 marca 2011 roku państwo nadal traktowało Jolę Brzeską, tak samo, jak za życia, z lekceważeniem.

„Laboratoria kryminalistyczne wykonują badanie DNA w ciągu dwóch tygodni. Rodzina Jolanty Brzeskiej czekała dwa miesiące na potwierdzenie identyfikacji zwłok. Dokładnie pół roku prokuratura mokotowska zwlekała z zezwoleniem na wydanie aktu zgonu. Przez następne cztery miesiące nie można było wydębić zgody na pochówek. Przez dziesięć miesięcy spalone ciało Jolanty Brzeskiej leżało w lodówce zakładu medycyny sądowej z przyczepioną do nogi kartką NN. Za życia była traktowana jak Nic Nieznaczący śmieć. Z takim samym szacunkiem odniesiono się do jej zmasakrowanych zwłok.

Absurdalna pierwotna teza o samobójstwie przy użyciu oleju napędowego, używanego wyłącznie przez gangsterów do skutecznego likwidowania wszelkich śladów biologicznych w miejscu zbrodni, na wiele miesięcy zwolniła organa dochodzeniowe z obowiązku zabezpieczenia dowodów morderstwa. Nie przeszukano mieszkania, nie przesłuchano sąsiadów, którzy widzieli moment uprowadzenia. Dopiero po manifestacji przed Prokuraturą Generalną, jaką zorganizował Komitet Obrony Lokatorów pół roku po zabójstwie Brzeskiej, kiedy jej przyjaciele wyraźnie wskazywali sprawców zbrodni, policja zadała kilka pytań obu pełnomocnikom Barbary Zdrenki. Nic nie widzieli, nic nie słyszeli i ponieśli same straty…“.

 

Ewa Andruszkiewicz o tym, co działo sie ze sprawą Joli Brzeskiej po 1 marca 2011 roku. Ten opis dobitnie pokazuje, że sprawie próbowano nadać inny bieg, skierować go w stronę teorii samobójstwa. W pierwszych dniach po śmierci Joli Brzeskiej prokuratura oraz policje nie bardzo przejmowały się dowodami mogącymi świadczyć inaczej. Po pięciu latach, jest więcej pytań, a żadnych odpowiedzi na nie nadal nie ma. Dzika reprywatyzacja dalej hula po stołecznych kamienicach. Bierność państwa, urzędów, prokuratury i policji wobec tego zjawiska jest stosunkiem do rzeczywistości, wokół której żyją lokatorzy z kamienic objętych tym skandalicznym procederem. Obecnie większość społeczeństwa dyskutuje o tym, czy jedną skompromitowaną postsolidarnościową legendę zastąpią inne równie „ciekawe”, co ta pierwsza. Mówi się tyle, jak wspaniale żyje się nam po 1989 roku, mamy wolne wybory, jesteśmy tu, gdzie przez lata nas nie było. Co to za wolność, kiedy oddaje się kamienice z ludźmi? Co to za wolność, gdy eksmituje się ludzi wprost na ulicę? Co to za wolność, gdy się ich poniża? Przykład Joli Brzeskiej jest dobitnym, nie jedynym zresztą dowodem, że rok 1989 był początkiem wielkiego społecznego upokorzenia, jaki jest obecnie panujący system.

 

 

1 marca jest Dniem Żołnierzy Wyklętych, dla mnie jest Dniem Obywatelki oraz Lokatorki Wyklętej, bo taką była Jola Brzeska. Przez te pięć lat musiała walczyć z władzami o chwilę uwagi dla siebie oraz innych lokatorów, dręczonych przez kamieniczników, tak jak ona sama. Ostatnie słowo niech należą do przyjaciela Joli z WSL, Andrzeja Smosarskiego: Jola była założycielką Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, od samego początku pomagała innym ludziom zrozumieć meandry sytuacji prawnych związanych z terrorem wobec najemców mieszkań. Miała niesamowity instynkt prawny, potrafiła szybko i bezbłędnie identyfikować wszystkie składniki bardzo skomplikowanych sytuacji prawnych. Pełna godności, samodzielna, solidarności wobec innych, towarzyska, zawsze obecna na akcjach WSL, jedna z tych kobiet które są dla mnie o wiele bardziej symbolem codziennej walki z wyzyskiem i okrucieństwem niż wszelkie rozreklamowane celebrytki. Sama była obiektem agresji znanego warszawskiego specjalisty od przejmowania budynków i wyrzucania ludzi, niestety sądy i władze miasta do końca były odwrócone od jej problemu z kamienicznikiem. Nie wiemy, czy jej śmierć była związana z konfliktem mieszkaniowym – zaginięcie nastąpiło kilka dni przed kolejnym zapowiedzianym przez kamienicznika i komornika drastycznym uderzeniem w dorobek jej życia. Kilka lat temu zmarł mąż Joli, także aktywny działacz lokatorski, bardzo to przeżyła, ale zacisnęła zęby walcząc dalej o swoje i nie tylko swoje: godność, mieszkanie, zmianę polityki mieszkaniowej władz stolicy. Bardzo kochała swoją córkę i wnuka, o których często opowiadała. Siedziałem wczoraj wiele godzin rozmawiając z córką Joli. Podobnie – twarda dzielna kobieta, która nie poddaje się w sytuacjach opresji”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *