Ten pożar to oskarżenie

 

W niedzielę 15 listopada wieczorem w Warszawie płonęła zabytkowa kamienica. Niby nic, „kolejny pożar, zasługujący jedynie na wzmiankę w serwisie lokalnym”, można powiedzieć. Nieprawda – ten pożar to oskarżenie, przejaw niszczenia miasta i zawłaszczania przestrzeni przez deweloperów oraz kamieniczników.

Kamienica Krongolda to wielki budynek stojący w samym centrum Warszawy. Wybudowany w roku 1899 przetrwał I oraz II Wojnę Światową. Nie przetrwał jednak polityki miasta stołecznego Warszawa. W roku 2003 władze uznały jego dalsze użytkowanie za nieopłacalne. Wszyscy dotychczasowi lokatorzy zostali eksmitowani. Od tamtego czasu kamienica stoi pusta i niszczeje. Po latach nie ma już balkonów, a znaczna część instalacji została rozkradziona. Zamiast wyremontować zabytek, który można było zaadaptować na mieszkania komunalne albo biura instytucji i organizacji służących lokalnej społeczności, doprowadzono do jego dewastacji. Miasto kilkakrotnie starało się sprzedać kamienicę, jednak bez skutku. W lutym bieżącego roku kupiła ją ostatecznie spółka Czerwone Maki, należąca do AFI Europe Poland – wielkiej firmy deweloperskiej. Nowy inwestor nie ujawnił jednak co zamierza zrobić z kamienicą. Kamienica jest wpisana do rejestru zabytków, więc Konserwator zabronił dokonywania radykalnych zmian w wyglądzie, a także wykonywania nadbudów. Czerwone Maki nie zamierzały najwyraźniej inwestować w odnowienie zabytku, ponieważ budynek stał i niszczał tak jak poprzednio. Spadające elementy elewacji wciąż stwarzały zagrożenie dla przechodniów, a o tym, że teren kamienicy jest źle zabezpieczony okoliczni mieszkańcy informowali wielokrotnie. Czyżby chodziło o to, aby specjalnie doprowadzić kamienicę do stanu, w którym będzie się nadawała już tylko do wyburzenia? Niedzielny pożar, mający miejsce w dniu, w którym padało, będący prawdopodobnie nie samozapłonem, lecz podpaleniem, wpisywałby się w taki plan.

Przypadek kamienicy Krongolda nie jest jednostkowy. W Warszawie i w innych większych miastach ma miejsce rabunkowa gospodarka przestrzenią publiczną, w wyniku czego cierpią także zabytki. Przy ul. Wilczej 30, budynek odbudowany po wojnie przez późniejszych mieszkańców został wpisany do rejestru zabytków. Po przejęciu go w ramach reprywatyzacji przez prywatnego właściciela i wysiedleniu lokatorów stał całkowicie pusty czekając na zawalenie. Budynek uratowali przed zawaleniem nie urzędnicy, lecz… squattersi, którzy wprowadzili się do niego i na własną rękę przeprowadzili niezbędne remonty. Obecnie w kamienicy mieści się squat Syrena, w którym między innymi organizowane są dyżury prawne dla lokatorów z reprywatyzowanych budynków

W roku 2013 wystarczył długi sierpniowy weekend, aby z mapy miasta zniknęła kamienica przy ul. Zajęczej 4. Nowy właściciel, korzystając z dni wolnych i nieobecności urzędników rozebrał ją, pomimo, że wcześniej zobowiązał się do zachowania zabytku. Prokuratura, która zajęła się sprawą ustaliła, iż zostało popełnione przestępstwo, ale osoba podejrzana nie miała świadomości tego czynu. Zabytek rozebrano więc „przez przypadek”.

Podobne przykłady można by mnożyć jeszcze bardzo długo dodając do nich na przykład falę podpaleń w reprywatyzowanych lub przeznaczonych do reprywatyzacji budynkach na warszawskiej Pradze Północ, która miała miejsce w latach 2011-2012.

Nie są to jednostkowe zdarzenia, ale wynik grabieży przestrzeni jaka odbywa się, w wyniku braku dobrego prawa, w polskich miastach. Prywatny właściciel nawet jeśli przejmując obiekt przyjmuje na siebie zobowiązania, to nie są one egzekwowane. Sprawy niszczenia zabytków rzadko trafiają do prokuratury, a jeśli już, to zazwyczaj są umarzane. „Inwestorów” nie pociąga się do odpowiedzialności również za sprowadzenie zagrożenie życia i zdrowia okolicznych mieszkańców. Zawalenie się kamienicy Krongolda mogłoby przecież spowodować zniszczenie stojących tuż obok budynków, zamieszkałych przez wiele osób. Respektowanie „świętości” własności prywatnej godzi w tym przypadku w życie i mienie wielu ludzi.

Nie ma również skutecznych regulacji, które pozwalałyby odbierać właścicielom nieruchomości użytkowane w sposób szkodliwy dla mieszkańców, czyli na przykład pozostawiane bez opieki. W efekcie Warszawa i inne miasta straszą porzuconymi budynkami, w których nikt nie mieszka.

Mamy więc miasta z ludźmi bez mieszkań i mieszkaniami bez ludzi oraz pożarami, wybuchającymi w dogodnych dla deweloperów miejscach i porach. Taki stan należy uznać za problem społeczny, a nie tylko związany z infrastrukturą. Pożar kamienicy Krongolda to oskarżenie wobec zarówno samorządowców, jak i władz centralnych. Polityki mieszkaniowej i przestrzennej nie mogą dyktować deweloperzy i prywatni właściciele.

Piotr Ciszewski

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *