Szczegóły konfliktu pomiędzy lokatorami budynku przy ul. Marysińskiej 22 w Warszawie, a kamienicznikiem Józefem Piaszczyńskim.
Od kiedy właścicielem budynku przy ul. Marysińskiej 22 stał sie Józef Piaszczyński lokatorzy mieli już do czynienia z zaczadzeniem, zastraszaniem, dewastacją klatki schodowej i różnymi działaniami gangu „nieznanych sprawców” chcącego najwyraźniej zmusić ich do wyprowadzki.
Jednym z działań Józefa Piaszczyńskiego, właściciela firmy „Kominiarz” który zamieszkał w tym samym budynku co państwo Zatorscy była zmiana jego adresu z ul. III Poprzecznej numer 10 na Marysińską 22. Zapomniał jednak powiadomić o tym lokatorów. Kilka rodzin do roku 2002 żyło w nieświadomości pod nieistniejącym już adresem. Ówczesny urząd gminy Wawer zawiadomił lokatorów, że ma zamiar wymeldować ich z budynku ponieważ posiada on już inny adres niż figurujący w rubryce zamieszkanie w ich dowodach osobistych [strona #1]. Sprawę udało sie jednak wyjaśnić i kamienicznik musiał znaleźć inny sposób na uwolnienie się od uciążliwego balastu obniżającego wartość nieruchomości.
Postanowił zrobić to wypowiadając lokatorom umowy najmu, tłumacząc jednocześnie, że potrzebuje mieszkania dla córki. Lokatorzy nie uwierzyli w te zapewnienia, ponieważ już wówczas w budynku znajdowały sie pustostany. Stopniowo wykruszyli się jednak pod wpływem podwyżek czynszów. W Budynku pozostała jedynie rodzina Zatorskich i to na nich skupiła się uwaga kamienicznika. Twierdząc, że ponosi z ich powodu straty zaczął sugerować że powinni płacić mu poza czynszem odszkodowanie. Nie podał jednak nawet jego wysokości. O tym że nie chodziło wcale o pieniądze świadczy fakt, że nie chciał nawet przyjmować opłat za czynsz, w związku z czym sąd ustanowił depozyt, na który wpływały.
Ponieważ droga prawna opróżnienia kamienicy okazała się pracochłonna, a Zatorscy wszystko opłacali na bieżąco w listopadzie 2005 roku spotkała ich pierwsza z niespodzianek ? w ich mieszkaniu nagle przestał działać prąd. Okazało się że kamienicznik odłączył go w części budynku zajmowanej przez Zatorskich, specjalnie fundując im szkołę przetrwania w środku zimy, ponieważ wcześniej grzali się wykorzystując ogrzewanie elektryczne. Nie zrazili się oni tą niedogodnością i stwierdzili że nie ruszą się z mieszkania. Kamienicznik w styczniu 2006 roku odciął im wodę w kuchni, a w kwietniu również w łazience. Od tego czasu lokatorzy muszą nosić ją w baniakach z pobliskiego ujęcia.
W międzyczasie, w grudniu 2005 roku Mieczysława Zatorska miała okazję zatruć się spalinami z piecyka, ponieważ przewód kominowy został nagle zatkany. Gdyby syn nie wyprowadził jej na czas z mieszkania mogłoby dojść do tragedii. Zatorscy skojarzyli nagłą niedrożność komina z odgłosami pracy dochodzącymi wcześniej ze strychu. Wezwana na miejsce straż pożarna stwierdziła niedrożność komina zagrażającą życiu i zdrowiu mieszkańców [strona #1]. Pani Zatorska trafiła tymczasem do szpitala. Pomimo iż mieszkańcy domagali sie zabezpieczenia dowodów celowego stworzenia zagrożenia życia przybyła na miejsce policja nie sprawdziła nawet czy komin został przez kogoś zatkany. W związku z tym prokuratura, nie mając na to dowodów, w sierpniu zeszłego roku umorzyła postępowanie, twierdząc wręcz że winni są lokatorzy, którzy nie pozwalali kamienicznikowi należycie konserwować instalacji.
Złożenie przez Zatorskich doniesienia o popełnieniu przestępstwa jeszcze bardziej wzmocniło determinację kamienicznika. W roku 2006 lokatorzy kilkakrotnie mogli przekonać się jak wygląda awaria kanalizacji. Gdy podczas jednej z tych „tajemniczych” awarii pani Zatorska wezwała policję usłyszała od funkcjonariusza, cenną radę że „cywilizowany człowiek to by sobie toi-toia postawił”. Mieszkańcy budynku mogli też wreszcie poczuć się jak gwiazdy Big Brothera. Na jego fasadzie za sprawą kamienicznika, pojawiły się kamery, za których pomocą można widzieć co dzieje się w mieszkaniach.
Nie poprawiły one jednak wcale bezpieczeństwa lokatorów. 16 maja 2006 roku jeden z synów państwa Zatorskich „rzucił się na samochód”, a przynajmniej tak stwierdził kamienicznik, który potrącił go tuż obok budynku [obdukcja, informacja Policji]. Piaszczyński nie przedstawił żadnego dowodu na obronę swojej tezy, pomimo że zamontowane na budynku kamery zapewne nagrały zdarzenie.
Podobnie w sprawie „napaści” jakiej dopuścił się na niego jeden z synów Zatorskich. W jej wyniku miało dojść do szarpaniny. Sam „napastnik” twierdzi wprawdzie że to najpierw on został wyzwany, a później, gdy nie zareagował na zaczepki, zaatakowany przez kamienicznika. Sprawa wydawała się prosta do wyjaśnienia, ponieważ również zdarzyła się w zasięgu kamer. Wezwana policja wymigiwała się jednak jak mogła przed zabezpieczeniem nagrań, zasłaniając się koniecznością sprowadzenia techników, których jej brakuje.
Pod koniec zeszłego roku w okolicach Marysińskiej 22 nasilił swoją działalność również gang „nieznanych sprawców”. Notorycznie rozsypywali oni pod oknami Zatorskich śmieci. W listopadzie zeszłego roku lokatorzy, wracając do domu wręcz oniemieli. Klatka schodowa została ozdobiona swastykami, trupimi czaszkami, gwiazdami Dawida na szubienicach i innymi elementami „sztuki” nowoczesnej. Na klatce pojawiły się również napisy „Żyd menda” oraz „Ham” (pisownia oryginalna). Kamienicznik od razu stwierdził że najwyraźniej Zatorscy nudzili sie i z tych nudów sami dokonali dewastacji. Wejście do klatki schodowej jest wprawdzie filmowane przez jedną z kamer, ale po raz kolejny okazały sie one dziwnie bezużyteczne. O tak drobnych działaniach „nieznanych sprawców” jak podpalanie na klatce schodowej papierów nie ma już nawet co wspominać. Zatorscy przestali nawet je liczyć.
„Nieznani sprawcy” największą inwencją wykazali się jednak, gdy mieszkańcy budynku zaczęli głośno walczyć o swoje prawa i wspólnie z broniącą lokatorów kampanią Mieszkanie Prawem nie Towarem zorganizowali pikiety pod oknami kamienicznika. Przed jedną z nich, w styczniu bieżącego roku „nieznani sprawcy” rozwiesili w okolicy plakaty „informujące” o akcji w obronie Zatorskich opatrzone hasłami „Gej też człowiek” oraz „Pamiętaj, ty też możesz być gejem”. (skan plakatu dostarczyłem).
Sugerowały one również że lokatorzy pod oknami Piaszczyńskiego, najwyraźniej uznając go za jakąś ważną personę w tej sprawie, chcą domagać się ślubów dla gejów oraz prawa do adoptowania przez nich dzieci.