Warszawa – Nabielaka 9

Autor: Mariusz Kaczmarczyk

Historia sporu pomiędzy mieszkańcami budynku przy ul. Nabielaka 9 w Warszawie, a Markiem Mossakowskim, przedstawiającym się jako właściciel budynku.


Kamienica przy ul. Nabielaka 9 w Warszawie byłaby jednym z wielu zwyczajnych budynków w stolicy, gdyby nie inwencja jej właściciela. Jak w wielu przypadkach tego typu, kreatywność kamienicznika ujawnia się w metodach zastraszania i uprzykrzania życia lokatorom. Przyczyna jest, jak w wielu innych przypadkach tego typu, banalnie prosta ? chęć zysku bez zwracania uwagi na przepisy prawa.

Spośród jedenastu do niedawna rodzin, cztery wykupiły prawo własności do lokalu. Pozostali to lokatorzy „z kwaterunku”, niektórzy mieszkający od lat pięćdziesiątych XX w. Budynek sąsiaduje z terenem budowy luksusowego bloku mieszkalnego, w którym ceny 1 metra kw. wynoszą ponad 20 tys. PLN (!). Grunt w tej okolicy bez wątpienia wart jest więcej niż stara kamienica, na dodatek z „kłopotliwym towarem” w środku.

27 kwietnia 2006 r. do mieszkania 4-osobowej rodziny, państwa Brzeskich, zapukała niezwykła delegacja w sile ok. 10 osób. Zaskoczonych i nieuprzedzonych w żaden sposób lokatorów odwiedzili spadkobiercy przedwojennych właścicieli kamienicy, informując przy tej okazji iż dzień wcześniej decyzją sądu uzyskali prawo własności budynku. Państwo Brzescy w dobrej wierze pozwolili rozejrzeć się w mieszkaniu, posnuć nowym-starym właścicielom wspomnienia z dzieciństwa (jak się okazało nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością), i spokojnie oddalić się. Wśród oglądających lokal był Marek Mossakowski, nie będący spadkobiercą, jednakże posiadający część udziałów w kilku budynkach w Warszawie. Jak się okazało, taki sposób przedstawienia się lokatorom nie był dla niego ostatnim przypadkiem aroganckiego zachowania.

Kilka dni później, wszyscy „kwaterunkowi” mieszkańcy budynku otrzymali pismo [strona #1, strona #2] w którym Mossakowski, twierdząc iż działa w imieniu pozostałych spadkobierców, informuje iż na skutek zmiany właściciela budynku (poprzednim było m. st. Warszawa) ich umowa kwaterunkowa przestaje obowiązywać oraz iż od tego momentu zajmują oni lokal nielegalnie. W związku z powyższym żąda on odszkodowania w kwocie ponad 1 900 PLN za każdy miesiąc zajmowania lokalu, nie licząc opłat za media i wywóz śmieci. Treść pisma jest sprzeczna z treścią dokumentu otrzymanego przez lokatorów od dotychczasowego właściciela czyli m.st. Warszawa, w którym czytamy m.in.: „Decyzja nie narusza praw osób trzecich, w szczególności najemców lokali mieszkalnych”.

Wywóz śmieci szybko zresztą przestał być realizowany przez nowych właścicieli, a przywrócony został dopiero po kilku tygodniach dzięki interwencji straży miejskiej.

Metoda „na odszkodowanie”, chociaż nie mająca żadnych podstaw prawnych, okazała się dosyć skuteczna, gdyż aż dwa lokale zostały zwolnione w ciągu pierwszych tygodni od zmiany właściciela. Mieszkańcem jednego z nich był wnuk poprzednich lokatorów, nie mający do niego tytułu prawnego. Drugą osobą była nieznana bliżej pozostałym lokatorom kobieta wynajmująca mieszkanie. Brzescy, podobnie jak pozostali mieszkańcy, po konsultacjach z prawnikiem zignorowali pismo, sprzeczne z ustawą o ochronie praw lokatorów oraz kodeksem cywilnym. Wszelkie opłaty regulowali według dotychczasowych stawek. Niezadowolony oczywiście z tego faktu kamienicznik, udając iż nie wie o braku jakiegokolwiek umocowania prawnego swoich działań, wysyłał stanowcze ponaglenia [strona #1] oraz groźby eksmisji. Lokatorzy jednak, wierząc iż żyją w państwie prawa, zamiast przestraszyć się i płacić więcej niż zarabiają konsekwentnie ignorowali twórczość pisarską Mossakowskiego oraz jego przedstawiciela Huberta Massalskiego.

Na początku sierpnia ok. godz. 22:00 do mieszkania Brzeskich zadzwoniła jedna z sąsiadek. Poinformowała ich, że Massalski wraz z pomocnikami (sprawiającymi wrażenie nieco nietrzeźwych) wystawił ich pralkę automatyczną, z użytkowanej wspólnie przez lokatorów pralni na strychu na klatkę schodową. Lokatorzy natychmiast interweniowali, m.in. wzywając policję. Funkcjonariuszom Massalski tłumaczył iż pralka znajduje się w części wspólnej budynku, do której użytkowania Brzescy nie mają praw. Policjanci nakazali przywrócenie stanu poprzedniego. Massalski założył na drzwi pralni nową kłódkę, nie udostępniając Brzeskim klucza do niej. Wszyscy lokatorzy mają prawo do korzystania z pralni i suszarni zagwarantowane w aneksie do umowy najmu, i regularnie wnoszą z tego tytułu opłaty.

W nocy z 18 na 19 sierpnia ktoś rozkleił na klatce schodowej ogłoszenie [strona #1], informujące iż 21 sierpnia ze strychu komisyjnie usunięte zostaną wszystkie przedmioty „nie będące własnością właścicieli lokali wykupionych”. Brak jakiegokolwiek oficjalnego potwierdzenia tego faktu ze strony kamienicznika. Zapewne nie na darmo, gdyż było to działanie zupełnie bezprawne, podchodzące pod zabór mienia. O wyznaczonej godzinie nikt się nie pojawił, a Mossakowski tłumaczył przez telefon że „teraz jest w innej części miasta i przyjedzie wieczorem”. Nie zjawił się.

Wkrótce potem Mossakowski wnosi przeciwko Brzeskim pozew do sądu cywilnego m. st. Warszawy o odszkodowanie. Dodatkowo pozwanym jest Prezydent m. st. Warszawy. W uzasadnieniu pozwu przeczytać możemy m.in.: „Stwierdzenie nieważności z rażącym naruszeniem prawa skutkuje zastosowaniem wobec tej decyzji zasady ex tunc, tj. przywrócenia stanu prawnego w przeddzień wydania uchylonego aktu. […] Prezydent m. st. Warszawy wydając mi przedmiotowy lokal nie zastosował sie do zasady prawnej ex tunc w kontekście rozwiązania umów najmu lokali z gminnego/dzielnicowego zasobu mieszkaniowego…”. Jednakże zastosowanie tej zasady byłoby jawnie sprzeczne z Ustawą o ochronie praw lokatorów, o czym Mossakowski wydaje się nie wiedzieć. W pozwie domaga się m.in. kwoty ponad 8,5 tys. złotych oraz, uwaga, wydania wyroku pod nieobecność pozwanych, w żaden sposób nie uzasadniając ostatniego żądania.

Pierwsza rozprawa, która miała odbyć się 11 stycznia br., została odroczona, gdyż Mossakowski nie dostarczył sądowi żadnych dokumentów stwierdzających jego prawo własności do budynku, ani jakichkolwiek pełnomocnictw pozwalających mu występować przed sądem w tej sprawie. Przez ponad pół roku nie zdążył także okazać tego typu dokumentów lokatorom.

22 stycznia br. po godz. 20:00 Mossakowski, Massalski oraz kilku towarzyszących im mężczyzn zaczyna najpierw dobijać się do mieszkania Brzeskich, a po odmowie wpuszczenia do lokalu szlifierką kątową (tzw. diaksem) zaczyna ciąć zawiasy oraz metalowe wpusty zabezpieczające drzwi wejściowe przed wyłamaniem. Przerażeni lokatorzy wzywają policję oraz straż miejską. Przybyli funkcjonariusze są skonsternowani i zaskoczeni ? Mossakowski przestawia zaświadczenie o tymczasowym zameldowaniu w lokalu. Tłumaczy iż chciałby wejść do swojego mieszkania. Zgodnie z prawem, nie jest możliwe zameldowanie bez zgody głównych najemców, ci tymczasem nic na ten temat nie wiedzą. Przez miejsce zdarzenia przewija się kilka patroli policji, żaden nie jest w stanie rozstrzygnąć sporu. Jeden z policjantów (w stopniu komisarza) popisuje się wyjątkową ignorancją, tłumacząc lokatorom że nie obowiązuje ich ustawa o ochronie lokatorów. Później jednak wykazuje się zdecydowaniem i nakazuje Mossakowskiemu i pozostałym mężczyznom opuścić klatkę. Ten ostatni czuje się tak pewnie że wielokrotnie odgraża się, że gdy patrol policji odjedzie on wchodzi do lokalu. Powtarza także Brzeskim że „trzeba było się z nim dogadać”. Policjanci ignorują groźby oraz próby bezprawnego nacisku na lokatorów (proces wciąż przecież trwa). Tak samo jak wielokrotne dobijanie się do lokalu, po godz. 22:00, w czasie trwania ciszy nocnej. Mossakowski próbuje siłą wejść do lokalu podczas gdy lokatorzy fotografują uszkodzenia drzwi, zostaje jednak zablokowany.

Lokatorzy złożyli doniesienie o przestępstwie na policję. Sprawa jest w toku. Mossakowski wciąż próbuje przekonać lokatorów do opuszczenia lokalu. Pomimo iż, jak twierdzi, jest „absolutnie pewien” wygranej przed sądem cywilnym, oferuje 80 tys. PLN w zamian za opuszczenie mieszkania. Na myśl przychodzą tylko takie słowa jak szykany i zastraszanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *