Własność świętsza niż człowiek

Autor: Andrzej Smosarski

Środa 22 lutego przejdzie do historii jako czarny dzień dla polskich lokatorów. Dzięki skandalicznemu wyrokowi Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu ograniczenie czynszów w Polsce może stać się niewykonalne. Haracz dla kamieniczników zapłacimy wszyscy.


Romans z Europą miał stanowić wielką pochodnię oświetlającą drogę do lepszego, bardziej cywilizowanego świata – tak przynajmniej trąbiła dzień i noc w mediach cała plejada naszych polityków, publicystów i innych promotorów otwarcia na Zachód. Budowie tej przyjaznej człowiekowi rzeczywistości służyć powinna konsekwentna ochrona praw człowieka, zabezpieczona przez wymiar sprawiedliwości z mieszczącym się w Strasburgu Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, jako ostatecznym strażnikiem obywateli przez nadużyciami. A jednak to właśnie ten organ w ostatnią środę lutego wydał precedensowy wyrok w sprawie prowadzonej przez zamieszkałą we Francji właścicielkę kamienicy w Gdyni przeciw polskim władzom. Uznając za słuszne twierdzenie Marii Hutten-Czapskiej, iż Polska stosując ograniczenia czynszów naruszyła art. 1 Protokołu 1. do Konwencji o Ochronie Praw Człowieka, Trybunał pozbawił prawa do ochrony tego typu regulacjami wszystkich polskich lokatorów nie będących właścicielami zamieszkiwanych lokali, w tym setki tysięcy ludzi żyjących w budynkach prywatnych. Okazało się, iż owe europejskie rozumienie praw człowieka traktuje prawo do mieszkania jako znacznie mniej istotne od prawa własności prywatnej. Co więcej, sędziowie uczynili tak pomimo, iż ten sam przepis dopuszcza ograniczenie prawa własności w ważnym interesie publicznym, a za taki niewątpliwie można uznać zapewnienie tak wielkiej rzeszy tak podstawowego dobra jak dach nad głową. Teraz, pragnąc stosować zapisaną szczęśliwie w konstytucji zasadę ustawowej ochrony lokatorów, posłowie będą zmuszeni skupić się na dopłatach do czynszów, a nie na kontroli wysokości tych ostatnich. Zgodnie z orzeczeniem Polska musi zmienić prawo w ciągu pół roku. Pieniądze z naszych podatków popłyną wielkim strumieniem wprost do prywatnych kieszeni.

Amnezja decydentów

Według popularnej wizji historii głoszonej przez obrońców „świętej” własności prywatnej lokatorów do prywatnych budynków wprowadził z czystej nienawiści do kamieniczników wstrętny komunistyczny reżim, ten sam do którego z niezrozumiałych przyczyn żywi sentyment z każdym rokiem większa liczba Polaków. To, że po drodze była jakaś tam wojna, która nie tylko całkowicie zmieniła granice kraju, ale i starła w pył znaczny procent budynków (m. in. trzy czwarte stolicy), jakoś szybko ucieka z pamięci w obliczu zapachu wielkich pieniędzy. Owa wybiórcza amnezja pozwala skrzętnie ukryć fakt, iż przy takim niedoborze mieszkań każda władza, niezależnie od barwy politycznej, musiałaby wprowadzić lokatorów do istniejących kamienic bez oglądania się na sentymenty właścicieli. Alternatywę stanowiło przecież skazanie na bezdomność milionów rodaków i tak już wycieńczonych przez zawieruchę wojenną. Jednak po wyroku w sprawie Marii Hutten-Czapskiej można oczekiwać, iż tysiące kamieniczników ruszą do Strasburga, a skalę ich roszczeń szacuje się na 10-14 mld zł.

Kamienicznicy gnębieni przez rządy

Nietrudno się domyśleć, iż wyrok strasburski musiał zaskoczyć rząd i wspierającą go koalicję o lewicowym makijażu. Okres transformacji przyniósł wszak uznanie wielu praw kamieniczników, a poczynione w końcu ub. r. korekty ustawy o ochronie lokatorów zniosły dotychczasowy limit wysokości rocznego czynszu w wysokości 3 proc. wartości odtworzenia lokalu, pozostawiając jedynie ograniczenie skali podwyżek do 10 proc. w skali roku. Takie zmiany w zasadzie powinny satysfakcjonować kamieniczników, z których większość podniosła już wcześniej czynsz (liczony tylko jako część opłaty zależna od właściciela, bez kosztów mediów i wywozu odpadów) do owych 3 proc., a już taki jego poziom – zgodnie z uzasadnieniem do jednego z rządowych projektów ustawy opartym na monitorowaniu kosztów kamienic komunalnych – zapewnia nie tylko utrzymanie budynku, ale i nadwyżkę na remonty lub widoczny zysk. Jednak nowe zapisy ustawy zaskarżyła od razu Polska Unia Właścicieli Nieruchomości, a rząd niezadowolony z końcowego kształtu ustawy po interwencji senatorów obiecał uczynić podobnie.

Właśnie świadomość toczącej się przez wiele lat sprawy z powództwa Marii Hutten-Czapskiej przyczyniła się do tego, iż postawa władających krajem postkomunistów była w tej kwestii bardzo niejednoznaczna. W początkowym projekcie złożonym za czasów Leszka Millera pojawiła się propozycja przedłużenia funkcjonowania czynszów regulowanych do roku 2008, przy czym roczna podwyżka mogłaby wynieść maksymalnie O, 5% wartości odtworzeniowej. Jednak autopoprawka do projektu wysunięta przez rząd Marka Belki minimalizowała faktyczną ochronę lokatorów, m. in. wprowadzając możliwość podwyższania czynszu więcej niż o 10% rocznie. Pełne bezpieczeństwo mieli zachować jedynie będący w potrzebie najemcy lokali z zasobów komunalnych, bo gminom zapewniono prawne możliwości stosowania obniżek czynszu dla ubogich rodzin oraz wynajmowania mieszkań od innych właścicieli i ich tańszego podnajmu obywatelom. zapomniano jedynie o… pieniądzach. Przedstawiciele ministerstwa infrastruktury i parlamentarzyści (protestowało tylko Prawo i Sprawiedliwość) zgodzili się, iż owe obniżki i podnajmy samorządy udzielane być „mogą” a nie muszą, co uwolniło ich od konstytucyjnego obowiązku zapewnienia środków na nowe zadania przekazywane gminom. A tych będzie potrzeba co niemiara, bo choć Senat ograniczył skalę podwyżek, to decyzja w Strasburgu wymusza dalszą liberalizację czynszów w stopniu dotąd w naszym kraju nie spotykanym.

Przejąć, odbić, transferować

Przyglądając się, jak na scenę historii wkracza coraz tryumfalniej zapomniane do niedawna plemię kamieniczników, nietrudno wyodrębnić trzy elementy sytuacji charakterystyczne dla całego ustroju w jakim żyjemy. Po pierwsze – gra idzie o to, aby jak najszybciej, zanim uczynią to inni spryciarze, zagarnąć dla siebie jak największy kawałek majątku odziedziczonego po komunie, a reprywatyzacja sta- nowi tylko jedno z alibi dla tego szabru, które ma nas przekonać, iż publiczny przez dziesiątki lat majątek wcale do nas nie należał. Po drugie – stałym elementem gry jest odbijanie piłeczki między instytucjami życia publicznego w celu uniknięcia odpowiedzialności za powierzone im sprawy, czego doskonałym przykładem może być opisane powyżej przerzucenie całej odpowiedzialności za sytuację mieszkaniowej obywateli na gminy bez dania im jakichkolwiek dodatkowych środków. Trzecim, najistotniejszym klockiem w tej układance jest tworzenie warunków dla transferu pieniędzy publicznych do prywatnych kieszeni, co nastąpi na olbrzymią skalę, gdy gminy będą zmuszone opłacać wynajem mieszkań w prywatnych kamienicach dla swoich mieszkańców oraz gwałtownie zwiększyć dodatki mieszkaniowe dla lokatorów poddanych podwyżkom czynszów. Gminy będą w końcu jakoś musiały wspomóc wyprodukowaną w okresie transformacji rzeszę biedaków, wkładając tym samym pieniądze wprost do kieszeni kamieniczników, a ci podyktują już ceny najmu odpowiednie do sytuacji niedoboru mieszkań szacowanego na 1,5 mln. Jak to w wolnym rynku, pomagając ubogim zapłacimy faktycznie za dobre życie klasy posiadającej.

I to jest właśnie społeczna gospodarka rynkowa a la polonais, Madame Hutten-Czapska!

Artykuł ukazał się w miesięczniku „Nowy Robotnik” nr 3/2005

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *