Witajcie w Trzecim Świecie

Autor: Piotr Ciszewski

Kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy, w mieście które szczyci się że jest przyjazne dla mieszkańców i nowoczesne ludzie mieszkają w barakach nieremontowanych od kilkudziesięciu lat, a większość lokatorów budynków komunalnych ma wyroki eksmisyjne. Mińsk Mazowiecki, bo o nim tu mowa, stał się zdaniem wielu lokatorów prywatnym miastem burmistrza i jego znajomych.


Przejeżdżając przez Mińsk Mazowiecki nie widać biedy. Jest to podobne do wielu innych miasteczko. Kilka ulic w centrum, nowoczesny ratusz, park z pałacem i kościół. Taki wizerunek miasta widnieje na reklamujących je stronach internetowych. Tak też widzą je przedstawiciele lokalnych władz, uważający że pomimo pewnych problemów wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Zupełnie innego zdania jest jednak większość osób zamieszkujących budynki komunalne. Wystarczy spytać się ich o sytuację w mieście, aby wysłuchać lawiny pretensji pod adresem samorządu i burmistrza. Kłopoty lokatorów zaczęły się w roku 2000, wraz ze zmianami w kierownictwie Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej. Nowy dyrektor stwierdził że opłaty czynszowe są zbyt niskie, w związku z czym, przy zgodzie burmistrza, podwyższono je. Większość osób nie była jednak w stanie płacić nawet ponad tysiąc złotych za stosunkowo niewielkie mieszkania w blokach. Wzrosły również opłaty za wodę i elektryczność, które były w dodatku naliczane w bardzo niejasny sposób. Lokatorzy dostawali często po kilka faktur miesięcznie, każdą opiewającą na inną kwotę. Wielu nie wiedząc co robić płaciło te najniższe. Później ku ich zdziwieniu okazało się, że w ten sposób zadłużali się, gdyż powinni płacić więcej. Pisali skargę do burmistrza ten jednak im nie odpowiedział. Również PGK nie chciało wytłumaczyć w jaki sposób możliwe jest że opłaty za media w budynkach komunalnych są o wiele wyższe niż na przykład w położonych obok blokach spółdzielczych.

Odpowiedzią władz było przygotowanie gruntu pod eksmisje. Przygotowano mieszkania socjalne w barakach. Znajdujące się w kilku miejscach miasta baraki to dawne magazyny wojskowe albo drewniane budynki, które już od jakiegoś czasu miały być przeznaczone do rozbiórki. Przeniesiono do nich lokatorów,którzy zalegali z opłatami. Stan ten miał być przejściowy. Lokatorzy twierdzą że przy eksmisjach miasto zapewniało że stan ten będzie tymczasowy. Powstać miały budynki komunalne z tanimi mieszkaniami dla najbardziej potrzebujących. Tymczasem eksmitowani już od lat gnieżdżą się w barakach. Miasto tłumaczy się ciągle w ten sam sposób twierdząc że nie ma innych lokali. Dla mieszkańców baraków oznacza to wegetację w coraz gorszych warunkach. Budynki rozpadają się i nikt ich nie remontuje, ponieważ mają być przeznaczone do rozbiórki. „W moim mieszkaniu zawaleniem grozi podłoga” mówi Ewa Kaczorek, jedna z lokatorek baraków. Administracja powiedziała że może dokonać napraw, ale na jej koszt. Sytuacja pogarsza się, bo od pewnego czasu na ścianach pojawił się grzyb. Na jesieni i zimą po ścianach płynie woda, a w mieszkaniu panuje taka wilgoć że trzeba później wyrzucać pleśniejące w szafie ubrania. Pani Ewa twierdzi że jest to zagrożenie dla dwójki małych dzieci, które ma pod opieką. Problemem jest też stan sanitarny baraków. Toalety, a raczej latryny znajdują się na zewnątrz. W cieplejsze dni po okolicy roznosi się z nich straszliwy smród. Pojawiają się też szczury, dlatego wieczorem dzieci boją się nawet wychodzić z domu. Zdarzają się nawet sytuacje że wylewa szambo. W zeszłe lato śmierdząca kałuża stała pod barakiem w którym mieszka pani Kaczorek. PGK pozostawało głuche na prośby o interwencję, poskutkowała dopiero skarga do sanepidu, który nakazał rozwiązać cuchnący problem. Nadal jednak administracja nie pofatygowała si, aby założyć w toaletach drzwi.

Ujęcie wody zapewnia natomiast znajdujący się na podwórku hydrant. Leci z niego ciecz przypominająca wyglądem herbatę. Sytuacja ta była zgłaszana władzom samorządowym. Lokatorzy nie doczekali się jednak odzewu. Próbka wody została też dostarczona sanepidowi. Mieszkańcy baraków nadal czekają na odzew w tej sprawie.

Podobna sytuacja panuje w innych barakach, położonych w kilku punktach miasta. Wyglądają one niczym przedmieścia któregoś z miast trzeciego świata. Dzieci bawią się w błocie. Robione domowym sposobem naprawy drzwi i okien nie są w stanie ukryć tragicznego stanu budynków. W ziemie jest w nich zimno w lecie natomiast trudno wytrzymać z gorąca. Nie można jednak otworzyć okna ze względu na smród szamba. Lokatorzy, tacy jak pani Kaczorek zbuntowali się i w ogóle przestali płacić czynsz. Twierdzą że wcale nie chcą mieszkać za darmo i mogliby płacić nawet więcej, ale za nadające się do życia warunki. „Mogła bym zamiast obecnych stu złotych płacić nawet ponad dwieście pięćdziesiąt, tylko za lokal który jest suchy i wyremontowany”mówi pani Ewa.

Mieszkańcy baraków o spowodowanie sytuacji oskarżają burmistrza Zbigniewa Grzesiaka. Sprawuje on swój urząd już czwartą kadencję, a według nich nie robi nic aby poprawić sytuację mieszkaniową w mieście. Opróżnione mieszkania komunalne, zamiast zgodnie z przeznaczeniem słuzyć osobom mniej zamożnym, są sprzedawane osobom spoza miasta, które są w stanie płacić wysokie czynsze. Władze są też oskarżane o to że doprowadziły do podzielenia lokatorów na lepszych, czyli tą garstkę która jest w stanie płacić oraz gorszych, czyli zagrożonych eksmisją lub zamieszkujących baraki. Tych ostatnich zaczęto już utożsamiać z marginesem społecznym. Bogatsi mówią o nich „ludzie ze slumsu”, tymczasem w większości są to osoby ciężko pracujące.

Liczba lokatorów baraków może się powiększyć. Większość mieszkańców budynków komunalnych ma obecnie procesy eksmisyjne lub nawet wydane wyroki. Jedną z takich osób jest Hanna Chaś, inwalidka mieszkająca z dziećmi. Wyrokiem sądu miała być przeniesiona do baraku. Eksmisję udało się zablokować grupie działaczy radykalnej lewicy, wśród których był Piotr Ikonowicz z Nowej Lewicy. Pani Hanna twierdzi że jej przypadek nie jest wcale odosobniony. W Mińsku Mazowieckim do baraków eksmituje się wszystkich nie patrząc nawet na ich stan zdrowia czy to ile osób mają na utrzymaniu.

Niezadowoleni z takiej polityki władz lokalnych założyli niedawno Stowarzyszenie Mińskich Lokatorów. Zapisało się do niego już ponad 150 osób. Lokatorzy będą chcieli zorganizować darmowe porady prawne. Planują także zwrócić się do PGK o wyjaśnienie wysokości opłat, a nawet w ostateczności zaskarżyć ich wysokość do sądu. Chcieliby także zmusić władze do wybudowania budynków komunalnych spełniających normy mieszkaniowe.

Od czasu powstania stowarzyszenia zmienia się podejście urzędników samorządowych do lokatorów. Nie są już wypraszani za drzwi gabinetów jak kiedyś. Niektórzy pracownicy Urzędu Miejskiego nadal jednak twierdzą że jeśli ludzie przychodzą to jedynie aby narzekać, tymczasem powinni okazywać wdzięczność za pracę samorządu.

Pod presją lokatorów burmistrz zdecydował się na rozmowy ze Stowarzyszeniem Mińskich Lokatorów na temat sytuacji mieszkaniowej w mieście. Mają się one odbyć w tym tygodniu. Lokatorzy mają nadzieję że będzie to początkiem przemian.

Pozytywne zmiany zaszły już w PGK, gdzie zmienił się dyrektor. Nowy zarząd przedsiębiorstwa wyraził chęć poprawy współpracy z mieszkańcami i odnosi się do nich o wiele życzliwiej niż poprzedni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *