Dość fikcji tanich mieszkań. Prądowe lokale socjalne i komunalne zużywają w jeden zimowy miesiąc tyle prądu co normalne mieszkanie w cały rok. Najbiedniejsi płacą najwiecej. Co gorsza, prywatny monopol ciepłowniczy Veolia także skupia się na maksymalizacji zysku nawet na szkodę lokatorów, stale podwyższając ceny. Całe szczęście istnieją grupy feministyczne, które chcą pomóc zorganizowanym lokatorkom walczyć z tą formą wyzysku.
I
Za FemFund:
Mieszkania komunalne są tanie – taki jest społeczny odbiór. „Mają być formą pomocy, a okazują się dużym problemem, ponieważ koszty ogrzewania prądem są bardzo wysokie, za niedogrzanym mieszkaniem idzie grzyb, a za nim choroby” – mówi Luiza z grupy Smart but cold. Zimny dom, która oprowadzała nas po warszawskich Włochach i opowiadała, na czym polega problem „chorych domów”, czyli budynków bez centralnego ogrzewania.
I
Ogrzewanie prądem to nie tylko problem kosztów, które są wysokie dla wszystkich ze względu na rosnące ceny prądu i energii, ale co szczególnie ważne – ogrzanie domu prądem do temperatury zapewniającej komfort cieplny jest po prostu niemożliwe: „Przy grzaniu piecykiem elektrycznym przez całą dobę, nad ranem jest w mieszkaniu 15 stopni. Są starsze osoby, które śpią w czapkach przy temperaturze 8-10 stopni i nie otwierają okien, żeby zatrzymać ciepło” – mówi Luiza. Sama mieszka z kilkuletnią córką w „zimnym domu” i doskonale wie, co to znaczy oszczędzać ciepło. Zwłaszcza gdy przychodzi zima. Samodzielne matki często oszczędzają kosztem własnego zdrowia, i ogrzewają tylko jedno pomieszczenie, w którym są dzieci.
I
„Nie ma pieniędzy” – to często jedyna reakcja na interwencje aktywistek w dzielnicy. Załączanie centralnego ogrzewania jest nierentowne, „nie opłaca się”. Komunalne mieszkania stoją nieremontowane od lat. Niedogrzane budynki niszczeją. Dosłownie popadają w ruinę. Bywa, że brakuje szyb w oknach, mimo że w budynku mieszka rodzina z niemowlęciem. A jeśli jest remont, to tylko fasady, bo taki jest interes miasta, nie osób mieszkających w budynku. Jest na to określnie: wygaszanie. Zamiast wyremontować, albo pozwolić lokatorkom i lokatorom, żeby zrobili to sami, aby godnie mieszkać, miasto nie robiąc nic, „wyłącza budynki z zasobów”. W ten sposób problem rozwiąże się sam.
I
Ale jest też inna strona zimnych domów: „Jesteśmy jak rodzina, jesteśmy społecznością, wspieramy się nawzajem. Pomagamy sobie – karmimy zwierzęta, odwiedzamy się, dbamy o swoje podwórka – sadzimy drzewa, kwiaty. Sami zrobiliśmy stół, grilla. Mamy gdzie się spotkać. Możemy zapukać do sąsiadki po sól. To buduje społeczność” – mówi Luiza.
I
W ramach MiniGrantu, aktywistki z grupy Smart but cold zakupiły czujniki temperatury i wilgotności z archiwizacją danych – chcą dać lokatorom i lokatorkom, a także organizacjom lokatorskim twarde argumenty w żądaniach jak najszybszego zakończenia ubóstwa energetycznego. Chcą pokazać, jak drogie jest mieszkanie bez centralnego ogrzewania i że w takich mieszkaniach utrzymanie prawidłowej temperatury jest niemożliwe, co dodatkowo prowadzi do pogarszania się ich stanu – powstania pleśni, grzybów i chorób.
I
Jesteśmy bardzo wdzięczne za to spotkanie, za podzielenie się z nami wiedzą na temat sytuacji osób mieszkających w „zimnych domach” i problemu ubóstwa energetycznego. Widzimy, że tej wiedzy potrzebujemy więcej jako zespół FemFundu i cała społeczność
I
fot. Agata Kubis
I

